Spotkanie Śląskiego Klubu Fajki, które odbyło się w sobotę 26 maja w katowickim pubie Longman, było wyjątkowe pod każdym względem. Wyjątkowo, zamiast tradycyjnego poniedziałku, zorganizowaliśmy nasze spotkanie w sobotę. Powodem była zapowiedź przyjazdu gości, ale o tym za chwilę. Wyjątkowa też była frekwencja – było to najbardziej liczne z dotychczasowych naszych spotkań, chociaż część naszych fajowych przyjaciół z powodu różnych innych obowiązków nie dała rady na spotkaniu się pojawić. Wyjątkowo też długo – choć wydawało się że minęła chwilka – nasza mała impreza trwała, gdyż ostatni uczestnicy opuścili Longmana krótko przed północą. No i w przypadku niektórych osób wyjątkową była ilość fajek które wypalili, ale cóż było robić, kiedy towarzystwo świetne a na stole tyle pyszności, bynajmniej nie do jedzenia – mus było chociaż spróbować. Ale cała ta wyjątkowość byłaby zapewne mniej wyjątkowa, gdyby nie fakt obecności naszych znakomitych gości, którzy przejechali kawał Polski aby się z nami spotkać i wypalić trochę dobrego tytoniu w dobrej fajce.

Gośćmi tymi byli nasi przyjaciele, znani w środowisku fajczarskim – Piotr Niewiński z doskonałej internetowej trafiki Fajkowo.pl i inicjator powstania świetnego fajczarskiego portalu Fajka.net.pl, oraz Tomasz Zembrowski, utalentowany i tworzący wysokiej jakości fajki fajkarz młodego pokolenia które to fajki można obejrzeć (i zamówić) na jego stronie internetowej zembrowskipipes.com. Spotkanie rozpoczęło się przed godziną 18, jednymi z pierwszych którzy pojawili się na miejscu byli nasi goście, którzy prosto z trasy trafili do Longmana. Oprócz gości i członków Klubu pojawiło się też kilku fajczarzy którzy pierwszy raz pojawili się na naszym spotkaniu. Wyjątkowo jak na sobotę lokal był prawie pusty, tak więc na cały wieczór sala dla palących w Longmanie została przejęta we władanie fajczarzy i aromatycznego dymu fajkowego. Krótko po 18 wszyscy praktycznie byli już na miejscu, a na stolikach piętrzyły się puszki, saszetki i słoiki z różnorakimi tytoniami, fajki, ubijacze, zapalniczki i cała masa innych rzeczy niezbędnych fajczarzowi, jak chociażby szklanki wypełnione doskonałym Guinness’em. Zgodnie z obowiązująca na naszych spotkaniach zasadą, że tytonie które leżą na stole są do palenia a nie do oglądania, każdy częstował się tym na co miał ochotę. A wybierać było w czym – pomijając wymienianie konkretnych marek, zresztą widocznych w większości na zdjęciach, coś dla siebie znalazł każdy, począwszy od amatorów Virginii, poprzez sympatyków mydlanek, VaPg, wielbicieli mieszanek z Latakią, po zagorzałych zwolenników najsłodszych aromatów. Znalazło się też pudełko przeznaczonych do degustacji kanaryjskich cygar. W tzw. międzyczasie obdarowaliśmy naszych gości klubowymi znaczkami i koszulkami z nadzieją, że rozmiary dobraliśmy odpowiednio do postury oraz zobowiązaliśmy ich do uczynienia odpowiedniego wpisu w naszej klubowej Kronice 🙂  Spontanicznie urodził się nam też konkurs na największa fajkę, w którym zwyciężyła widoczna na zdjęciu francuska fajka marki Delco własności kolegi Jarka, która pobiła wielkością nawet wrzoścowego calabasha autorstwa Tadeusza Polińskiego. Była też okazja obejrzenia pomacania i nabywania fajek autorstwa Tomka Zembrowskiego i naszego klubowego fajkarza Wojtka Pastucha, którego fajki, odkąd zaczął je robić, wywołują ogólne i nieopisane pożądanie ich posiadania. Chętnych do oglądania Wojtkowych cudeniek odsyłamy na jego stronę – www.pastuchpipes.pl. Z kolei nasz klubowy przyjaciel Aleksander Rozenfeld pokazał swój najnowszy tomik poezji „Opowieści lasku żydowskiego”. Na tym jednak  szczegółowa relacja musi się skończyć, bo chociaż siedzieliśmy wszyscy razem, gwarno było na tyle, że nie byłem w stanie w stanie wyłapać każdego tematu, opowiadania, anegdoty, każdej rozmowy która toczyła się w pobliżu. Jakoś to wszystko pomieszało się w uporządkowanym nieładzie wokół nas i tematu fajki, tytoniu, palenia, czyszczenia, nieczyszczenia, dbania, niedbania i tego wszystkiego co nas w tym całym fajczeniu tak pociąga i wciąga. W każdym razie ani się nie obejrzeliśmy kiedy minęło kilka godzin i miejsca przy naszych stolikach zaczęły powoli pustoszeć. Ostatni z nas opuścili Longmana grubo po 23, po czym – pożegnawszy się serdecznie – rozjechaliśmy się do domów z małym niedosytem, że coś tak fajnego już się skończyło. I nawet fakt, że jeszcze 24 godziny później czułem na języku Pg z  Tomkowego „byczego oka”, ani trochę tego niedosytu nie zmniejszył… Ale następne spotkanie przy fajce już 11 czerwca, potem za chwilę Przemyśl, potem znów spotkanie… Tak więc cykliczny zastrzyk fajowej atmosfery mamy zapewniony, a każdego kto ma ochotę tej atmosfery zakosztować, zapraszamy do nas!

Poniżej jest kilka zdjęć z opisywanego spotkania, więcej zdjęć możecie obejrzeć w naszej galerii.